Ad. 1. To nie ma żadnego związku z gustem - po prostu Jungingen używa słów w złym kontekście, najprawdopodobniej ich nie rozumiejąc. A pisanie bez sensu nie jest poprawnym pisaniem posta.
Ad. 3. Wybrać - i już widzę te łany zboża na Karelii. A to, co właśnie demonizowałeś, czyli podział stopnia rozwoju, wcale na demonizację nie zasługuje. Dużo lepszym IMO systemem byłoby, gdyby każda prowincja mogła rozwijać się w trzech dziedzinach - rolniczej, rzemieślniczej i handlowej. Początkowe warunki określiłby GM - czyli np. Niderlandy byłyby bardzo rozwinięte pod względem handlowym i posiadały rozwinięte rzemiosło, jednak poziom rozwoju rolnictwa, z wiadomych względów, nie zaspokajałby nawet zapotrzebowania wewnętrznego. Z kolei nieprzemierzone połacie południowo-wschodniej Rzeczpospolitej - tam rozwinięte byłoby rolnictwo, jednak rzemiosło i handel praktycznie nie istniały. Uwaga jednak - mogłoby się to zmienić, bo gracz mógłby inwestować w rozwój miast (czyli rzemiosła) nawet na Ukrainie (o ile uspokoi się Kozaków i Tatarów - najazdy i wrogie przemarsze przez terytorium powinny obniżać wartość prowów) - dogonić Niderlandów może i nie, ale rozwój byłby, bez sztywnych, sztucznych ograniczeń pod tytułem 'prowincja typu'. A jeśli nie chce - proszę bardzo, może eksportować zboże choćby do XIX wieku.
Ad. 4. Przede wszystkim - nie 'poparcie', bo w despotii jakiejś czy innym samodzierżawiu rosyjskim 'poparcie' ludności to, jak już wspomniałem, absurd. Nazwijmy to lepiej 'stabilnością'. I widzę dwie możliwości jej przedstawienia:
a) procentowo, w skali od 50% do 150% - ale! najzwyczajniej procent stabilności oznaczałby % otrzymywanych dochodów
b) w skali w stylu EU - od -3 do +3, z dochodami podobnie, jak wyżej.
Czy to nie jest rozwiązanie prostsze i łatwiejsze do ogarnięcia przy liczeniu dochodów?
Ad. 5. Nie, nie spotka się z radością, ale spotka się z ulgą. Więcej - zakończenie każdej dużej i wyczerpującej wojny, nawet przegranej, oznacza ulgę i umożliwia powrót do 'normalnego' trybu życia. Skoro poparcie/stabilność jest wskaźnikiem nastrojów społecznych i otrzymywanych dochodów, to zakończenie wojny idealnie wpasowuje się tu we wzrost poparcia/stabilności - zdecydowanie łatwiej pracuje się w rzemiośle, rolnictwie i handlu, gdy w mieście nie stacjonuje 10 tysięcy wrogich żołnierzy, wsi nie plądrują grupy maruderów, a każda próba podróży z miasta do miasta wiąże się z ryzykiem utraty życia z powodu ataku dezerterów z niedawno maszerującej armii. Podejście od strony władcy jest złe, należy podejść od strony ludzi przede wszystkim, żeby zrozumieć, jak to działa.
A co do świątyń - Serbowie nie będą wiedzieli nawet, że gdzieś pod Ankarą zbudowano cerkiew, a muzułmanin z Antalyi nie podskoczy z radości na wieść o nowym meczecie w Belgradzie - bo na co mu on?
Ad. 6. OK, to ja obstawiam przy dukatach, ew. jakaś inna klimatyczna waluta mogłaby być.
Ad. 7. Hmm, czyli tak - gram Hesją, mam 1. poziom PG. W jaki sposób wytwarzam ten ułamek dobra kolonialnego, nie mając kolonii? : P
A w kwestii rozwoju gospodarki przez podbój - nie chodzi o to, że coś takiego nie istniało (choć mam nadzieję, że to dość oczywiste, że jest to chyba najmniej efektywny sposób). Po prostu mechanika nie pozwala rozwinąć się w żaden inny sposób - właśnie przez tę dziwną rozkminę z typami prowincji i zombie-PG (będę się przy tym upierał, jeśli coś umarło, wyszło z grobu i szuka tylko czegoś by to zjeść/zniszczyć - nieważne, czy to mózg, czy nowe pomysły - jest to zombie : P) - dlaczego niby kraj rozwinięty handlowo (Niderlandy) miałby mieć ten abstrakcyjny (którego jako wskaźnika w grze, o ile nie wyraziłem się dotąd dość jasno, IMO być nie powinno) potencjał gospodarczy niższy od kraju słabo rozwiniętego, ale rozwijającego wszystko? Czy to, że Niderlandy nie były nigdy potęga rolniczą wskazuje na to, że były zacofane w stosunku do RON? Dajmy graczom wolną rękę i zróbmy wreszcie coś z tym grasującym mózgojadem, bo już jakiś czas przeszkadza.
Ad. 8. Technologie zaawansowane nie istniały, ale jednak czasem na zimę coś zostawało - w miastach spichlerze też zresztą w jakichś celach były, i nie chodziło tu chyba o karmienie szczurów. Przechowywanie nadwyżek jest logiczne i doprowadzić może do ciekawych sytuacji, np. nasycenia rynku żywnością, co może spowodować problemy w kraju opierającym swą gospodarkę na eksporcie zboża. Handel jest nieodzownym elementem polityki, nie możemy o tym zapominać, a tym bardziej - ograniczać polityki graczy.
Ad. 9. Zwracam uwagę na zupełnie nietrafione określenie. Dobra przemysłowe to dobra wykorzystywane w procesie produkcyjnym w przemyśle - u nas miałyby to być dobra wytwarzane w manufakturach - czyli mamy dwa błędy w jednym określeniu. Szalony pomysł - nazwijmy to inaczej!
Ad. 10. Jeeeeeeny. W taki sposób mogę uzasadnić wszystko: nie chcesz? nie korzystaj z kosmitów-najemników! nie chcesz? nie buduj samolotów w manufakturach!
Tu nie chodzi o to, że coś 'mi się nie podoba', że czegoś nie chcę robić. Tu chodzi tylko i wyłącznie o sens tego rozwiązania, o to, czy ma ono związek z realiami, czy pasuje do epoki, czy jest możliwe do realizacji. A rynek światowy akurat nie jest - to pozostałość mechaniki XIX-wiecznej. Tak więc - nie chodzi mi o to, żebym ja nie musiał teleportować surowców - chodzi o to, by nikt teleportować ich nie mógł przed wynalezieniem odpowiedniej technologii do teleportu służącej. O zwykły rozsądek mi chodzi.
Ad. 11. Ale prawa autorskie nie zależą od gustu, nie? : P
Ad. 12. W tej mechanice? Z kopalni żelaza : )
Z tymi kopalniami problem jest taki, że myli się pojęcia. Te nasze funty, dukaty, czy inne korony to nie jest kruszec. To jest po prostu uniwersalna waluta służąca do zabawy w sklep. I dlatego uważam, że owszem, obecność złóż złota bądź innego fajnego stuffu, typu różne kamyki szlachetne, powinno przyczyniać się do wzrostu dochodu, ale nie utrzymujmy, że dukaty są spod ziemi, skoro nie wiedzieć skąd pojawiają się także np. w prowincjach przemysłowych.
Czyli - dajmy + do dochodu prowom ze złożami złota, ewentualnie jakiegoś techa służącego do zwiększania efektywności wydobycia (ale bez przesady).
Ad. 13. Ogólna kmina jest wystarczająco dobra, nic dużo lepszego bez sporych komplikacji wymyślić się nie da - chodzi mi o te limity. 25 tysiecy, 50 tysięcy, 100 tysięcy - to naprawdę dużo ludzi jest. Kolonie musiałyby obejmować po ćwierć kontynentu, żeby do takich liczb dało się dojść. Bardziej pasowałoby tu 250, 500 i 1000 - to jest bliższa stanowi faktycznemu liczba ludności w miasteczkach kolonialnych chyba (acz przydałby się głos eksperta ^^).
Ad. 14. Myślę że wymaganie negocjacji ze szlachtą tę konieczność zniesie. Ponadto, wezwanie pospolitego ruszenia (które IMO powinno być przypisane do określonych prowincji) wiązałby się ze spadkiem dochodów (najprościej chyba odwzorować to przez spadek poparcia/stabilności) - w końcu pańskie oko konia tuczy, a jak nie ma ani pana, ani konia, to ziemia leży odłogiem.
Inna sprawa z 'wycieczkami zagranicznymi' - już jeden z pierwszych przywilejów (ktoś na pewno wie który, ja przyznam się - już nie pamiętam ^^) gwarantował szlachcie, że koszty wypraw wojennych poza kraj ponosić będzie władca. O - i takie wydatki są jak najbardziej uzasadnione i spowodują, że gracz nie będzie się palił do wysyłania szlachty na drugi koniec świata.
Ad. 15. Ale to się wiąże. Rodzaj używanej broni determinuje koszt wyposażenia żołnierzy. Dlaczego nie zrobić by małego spisu dostępnych jednostek (tylko ofc podstawowych) wraz z cennikiem? Nie chodzi o to, żeby gracz miał do wyboru 150 różnych rodzajów kawalerii, ale aby RON faktycznie wystawiał husarię (której nie będzie miała Szwecja), a nie enigmatyczną 'ciężką jazdę' - przy okazji ułatwi to rozstrzyganie bitew, skoro widać będzie 'czym się walczy'.
Ad. 16. Trzeba. Rekrutujmy ich w kraju - gdzie dukaty, tam i najemnicy się znajdą.
Ad. 17. Zgoda. Ale nie wierzę, że dwunastotysięczną dragonię można wyżywić przez pół roku z nadwyżek żywności z najsłabiej rozwiniętej prowincji rolniczej.
Ad. 18. Weźmy pod uwagę jednak to, że poza Hiszpanami i Anglikami, ew. Francuzami i Holendrami, to nikt naprawdę silnej i nowoczesnej floty nie miał. Założę się, że car rosyjski byłby zachwycony mając choćby galeona, a o okręcie liniowym nawet nie myślał. Dlatego może nie róbmy takiego megaszybkiego rozwoju - to, że zaczęto liniowce wprowadzać nie znaczy, że zaraz potem były już wszędzie.
Ad. 19. Wyszkolenia nie, ale trudno wierzyć, że jeśli większość armii jest w popłochu, to husarzy staną do bitwy sami, w liczbie, dajmy na to, pięciuset, przeciwko dziesięciotysięcznej armii. Aż takich bohaterów to raczej nie było.
Ad. 22. Poszedłbym jednak w technologie 'ogólne', zwiększające o ileś % dochód z czegoś, niekoniecznie nawet nazywać je trzeba.
Ad. 23. Vide 10. Pojedyncze banki owszem, były, ale ich rolę zdecydowanie przeceniamy. Banki jako takie były ciekawostką raczej, wprowadzanie ich do całego świata gry raczej mija się z celem.
Ad. 24. W porządku, pomyślę nad równowagą tego, gdy już wyklaruje się całościowo system.
Murat napisał(a):Powiem tak - rewolucji może nie ma, ale ewolucja - na pewno. Ja nigdy nie mówiłem że ta mechanika bedzie "cudowna" czy "wspaniała". Dla mnie liczy się, aby była grywalna i mam nadzieje, że taka będzie.
Z doświadczenia wiem, że przed startem czas najlepszy na zrobienie wielkich zmian i odejście od utartych schematów i starych rozwiązań. Spróbujmy, potem będzie z górki.
Murat napisał(a):Poza tym zawsze można wprowadzić do niej zmiany, przy czym licze na więcej dyskusji merutorycznej, a nie nazywanie niektórych rozwiązań per "zombii", bo zaczyna to trochę przypominac naszą krajową politykę.
Przesadzasz, było trochę metaforycznie i absurdalnie, ale merytorycznie też : P
Pozdrówka
A.